fbpx

Chodź po zdrowie!

O tym, jak małe rzeczy dają wielki efekt

Każda, nawet najdłuższa podróż, zaczyna się od pierwszego kroku. Podobnie jest w przypadku profilaktyki zdrowia fizycznego. Małe zmiany i dobre nawyki dają wymierne rezultaty. Dlaczego warto chodzić na spacery? Czy od chodzenia może poprawić się humor? Ile kroków musisz zrobić, by odnieść korzyści? Odpowiedzi na te i inne pytania znajdziesz poniżej.

Fenomen dwunożności

Bez dwóch zdań: ciało człowieka stworzone jest do chodzenia. Stawy, mięśnie, więzadła – wszystko gra, jak w najlepszej orkiestrze, po to, by utrzymać nas w pionie i pozwolić poruszać się naprzód. Od kiedy nauczymy się chodzić, fakt ten przestaje nas jednak dziwić. Nie zastanawiamy się nad naszymi krokami – nie myślimy o tym, jak stawiać stopy, gdy idziemy i jednocześnie rozmawiamy przez telefon. Jest to coś naturalnego, coś oczywistego, ale z punktu widzenia biomechaniki chodzenie to nie lada wyzwanie. To fenomen! Do tego wszystkiego chodzenie jest tanie, bo nic nas przecież nie kosztuje. Nie emitujemy spalin, nie zanieczyszczamy środowiska, produkujemy za to endorfiny.

Spacerem po dobry humor

Badania naukowe potwierdzają: spacer, szczególnie ten w otoczeniu przyrody, podnosi poziom hormonu szczęścia. Działa na nas także uspokajająco i odprężająco. Pomimo tego, że nasze ciało pracuje, mózg odpoczywa. Bardzo ważnym aspektem spaceru jest jego tempo. Nie mam tu na myśli szybkiego marszu, czy nawet biegu, ale utrzymywanie stałej prędkości, która wyznacza nam rytm. Serce przyspiesza, ale powoli, dzięki czemu ma czas zaadaptować się do tego wysiłku, przyzwyczaić. Z każdym kolejnym spacerem tętno rośnie trochę wolniej, a my możemy chodzić trochę szybciej – i dłużej – bez zmęczenia. Z dobrym humorem przychodzi też zwiększenie naszej wydolności fizycznej. Fakt ten ucieszy naszego kardiologa, ponieważ spacer to świetna profilaktyka chorób serca.

Magia 10 tys. kroków

Jako ciekawostkę warto wspomnieć, że magiczna liczba 10 tys. kroków powstała jako chwyt marketingowy. Pomysłodawcą była japońska firma, która w latach 60. wyprodukowała pierwszy krokomierz nadający się do noszenia na co dzień. Jego nazwa „manpo-kei” oznaczała po polsku „licznik 10 tys. kroków”. Żadne badania nie potwierdzały konieczności wykonywania akurat tej liczby kroków, ale reklama zadziała, więc od tej pory każdy, kto liczy kroki, ma cel. Jeśli dobrze się wkręcisz, a o godzinie 22 brakuje kilku kroków, na pewno chętnie pójdziesz jeszcze wyrzuć śmieci. Co na to nauka? Największy spadek ryzyka zgonu potwierdzono po wykonywaniu przez badanych 7,5 tys. kroków w ciągu dnia. Naukowcy nie znaleźli żadnych dodatkowych korzyści wynikających z pokonywania dodatkowych 2,5 tys. kroków.

Spontaniczna aktywność fizyczna

Często słyszę pytanie pacjentów, czy to całe chodzenie na spacer to już trening. Czy sprzątanie, porządkowanie ogródka, zabawa z wnukami też się liczą? Spieszę z odpowiedzią. Przez wiele lat naukowcy trudzili się nad tym, jak sklasyfikować tę codzienną krzątaninę. W końcu się udało i tak powstał NEAT (Non-Exercise Activity Thermogenesis), co tłumaczymy jako „spontaniczną aktywność fizyczną niezwiązaną z treningiem”. W badaniach naukowych wielokrotnie potwierdzono, że ta część naszego życia jest dla naszego zdrowia bardzo ważna. Okazuje się, że jest nawet ważniejsza niż regularnie wykonywany (2-3 razy w tygodniu) trening siłowy! Dlaczego? Bo nasze ciało jest stworzone do ruchu, a nie – do siedzenia, a wszystko, co robimy w ruchu, będzie działało na naszą korzyść.

Jeśli zastanawiasz się, czy spacer ma sens, czy warto wyjść na zewnątrz, nawet w pochmurny dzień, czy warto zrobić tę parę tysięcy kroków, to mam nadzieję, że nie masz już wątpliwości i pójdziesz po zdrowie!

 
dr Agnieszka Wnuk-Scardaccione, fizjoterapeutka